sobota, 14 czerwca 2014

Czas na Bałkany - piąty dzień wycieczki objazdowej, czyli Kruja w Albanii


Po wizycie w Tiranie przyszedł czas na zlokalizowaną u podnóża gór Kruję. Na mnie wywarła wrażenie swojskości i przytulności. Czas płynie tu własnym rytmem i nic nie robi sobie z pędzących turystów z Polski i innych krajów Świata. Udało nam się zakosztować miejscowych smaków, więc możemy uznać krótką wizytę w Albanii za udaną.



Pamiętajcie! Jeśli będziecie mieli okazję zwiedzać to miasto, załóżcie dobre buty, bo uliczki są strome i łatwo o upadek na wyślizganych przez wieku kamieniach.

Skanderberg

Naszym celem stało się Muzeum Skanderberga - bohatera narodowego Albanii, zaprojektowane przez córkę Envera Hodży, które powstało w 1982 r. Żyjący w XV wieku Skanderberg naprawdę nazywał się Jerzy Kastriota, Gjerg Kastrioti Skenderbeu. Pierwszym z jego bohaterskich czynów było odebranie Turkom kontroli nad należącym do jego rodziny zamkiem w Kruji. Skanderberg przyczynił się do zjednoczenia księstw albańskich w walce przeciwko wrogowi. Przez 35 lat udawało im się bronić przed Turkami. Kruję próbowano zdobyć cztery razy za życia przywódcy. W 1468 r. zmarł on z powodu malarii. Wtedy też jego wojska zostały pokonane. Zwłoki chrześcijańskiego wodza zostały zbeszczeszczone przez wrogów. Czyny Skanberberga nie zostały zapomniane, a jego pomniki znajdują się w wielu miejscach kraju.



Nawet herb Albanii jest z nim związany. Jest to czarny dwugłowy orzeł, który był herbem rodu Kastriotów. 25 piór ptaka ma symbolizować 25 bitew, które bohater stoczył z Turkami. Czerwień flagi natomiast ma oznaczać męczeńską krew Albańczyków, którzy zginęli w walce o niepodległość.

W muzeum poznaliśmy historię kraju od czasów Ilirów i obejrzeliśmy pamiątki, związane z rodziną Skanderberga. Weszliśmy też na taras, skąd rozpościerał się wspaniały widok.






Bazar

Wzdłuż drogi do muzeum znajduje się niewielki bazar, gdzie można zaopatrzyć się w różne pamiątki, począwszy od magnesów na lodówkę (1 euro), przez różne bibeloty, na torebkach kończąc (od 3 do 7 euro).



Obiad

W Kruji mogliśmy iść na obiad z całą grupą (za 6,5 euro/os.), ale zdecydowaliśmy się zjeść coś na własną rękę. Mieliśmy na to 1,5 godziny. Po jakimś czasie okazało się, że sporo tu fastfoodów, a my mieliśmy zamiar zamówić coś tradycyjnego. W końcu poszliśmy do restauracji, zlokalizowanej na wzniesieniu, z którego roztaczał się fajny widok. Obsługa była miła, ale zdecydowanie niespieszna. Nikt nie podszedł do naszego stolika, więc Michał poszedł złożyć zamówienie. Wyglądało to mniej więcej tak:
Michał: What traditional Albanian dish do you offer?
Kelner z niezbyt tęgą miną: We don't transalte names.
Michał: Don't you translate names?
Kelner: No.
Michał: What can we eat?
Kelner: Liver with cheese. It's delicious.
Michał: How long do we have to wait?
Kelner: Not long.



Michał zamówił więc tave dheu, czyli danie zapiekane z wątróbki i sera. Do tego dwa piwa Tirana. Po 10 minutach przynieśli nam piwo, co przyjęliśmy z ulgą, bo bardzo chciało się nam pić. Czas uciekał, a jedzenia wciąż nie było. Zaczęłam się denerwować, gdyż obawiałam się spóźnienia. Po 30 minutach zapytałam kelnera: How long do we have to wait? Niestety, długość zdania przeraziła młodego chłopaka, więc spytałam tylko: How long? Odpowiedział: Five minutes. Te 5 minut trwało jakieś 20, ale na szczęście zdążyliśmy zjeść skwierczące w tradycyjnych glinianych naczyniach dania i grillowany chleb. Poza tym smak dania i otaczające widoki wynagrodziły długie czekanie. Nasz zestaw na dwie osoby kosztował 6,5 euro.



W 5 minut zrobiliśmy małe zakupy na bazarze i zdążyliśmy wpaść do autobusu w ostatniej chwili. Przypominam, że wszędzie można było płacić w euro.

Ostatnie zakupy

Przed granicą z Czarnogórą zatrzymaliśmy się na pół godziny (16:50-17:20), aby skorzystać z toalety i dokonać ostatnich zakupów. W tym miejscu można był nabyć alkohole i inne pamiątki. Alkohole były tańsze w gablocie przy barze niż w sklepie na przodzie budynku. Za butelkę rakii zapłaciliśmy 3 euro, za koniak również 3 euro. Były dostępne też wina i likiery. Figi w miodzie kosztowały tylko 2 euro. Oczywiście, wszystkich alkoholi można było spróbować przed zakupem.

O 17:45 przekroczyliśmy granicę, ale o tym, co działo się w Czarnogórze, napiszę następnym razem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz